niedziela, 13 kwietnia 2014

50. The moment of silence



- Piotrek, ale jak sobie to wyobrażasz? Jesteś kapitanem, jesteś jednym z fundamentów drużyny. Nie możesz tak nagle, w trakcie turnieju wziąć wolnego. Jesteś w meczowej dwunastce.
- Dobra, powiem wprost. Właśnie dzwoniła do mnie żona. Nasza córeczka zmarła. Bycie z moją rodziną jest teraz ważniejsze, niż jakiś turniej.

Po wybłaganiu u trenera kilku dni wolnego pojechałem do Warszawy. Nie zważałem na przepisy, radary. Magda mnie teraz potrzebuje. Ja potrzebuję jej.
                Wszedłem do szpitala i od razu ją zauważyłem. Siedziała skulona na szpitalnym krzesełku. Nie myśląc długo podbiegłem do niej i mocno przytuliłem.

Magda

Obudziłam się rano wtulona w Piotrka. Nie bardzo do mnie dochodziło, co się wczoraj stało. Miałam wrażenie, jakby wszystko było snem. Wstałam po cichu, by nie obudzić Piotrka i poszłam zrobić kawę. Gdy weszłam do kuchni zobaczyłam Sandrę i Mateusza oraz małą Patrycję. Wnioskując po ich minach, o niczym nie wiedzieli. Po chwili dołączył do nas Piotrek. Jego siostra była trochę zdziwiona, że Piotrek jest w domu w momencie, kiedy powinien być na zgrupowaniu.

- Skoczymy po śniadaniu na miasto? – zapytał Piotrek, kiedy na chwilę zostaliśmy sami.
- Jasne. Piotrek, proszę… W miarę możliwości nie rozmawiajmy o tym, ok.?
- Wiesz, że kiedyś będziemy musieli.
- Wiem Kochanie, ale na razie nie potrafię.
- Dobra.. A teraz gadać, co się dzieje – Sandra weszła do kuchni. – Coś z Zuzią, tak?

Gdzieś w Rzeszowie:

- Siadajcie – rozkazał Antiga. – Mam Wam coś ważnego do przekazania.
- Ale nie ma wszystkich. Znaczy Pita nie ma – krzyknął Zatorski.
- No on chyba nie przyjdzie – powiedział pod nosem Kurek.
- Cisza! No właśnie chodzi tu o Piotrka. Prosił mnie, bym przekazał Wam to delikatnie, ale nie potrafię. Piotrek nie zagra ani w dzisiejszym meczu, ani w jutrzejszym. Winiarski, jesteś kapitanem. Wczoraj wieczorem córeczka Piotrka zmarła i pojechał do domu być teraz przy żonie.

                Po chwili na sali nie było już Zbyszka. Pobiegł za nim Kubiak, a trener popatrzył trochę ze zdziwieniem na tą sytuację.

- Co mu się stało?
- Żona Nowakowskiego jest siostrą Bartmana – wyjaśnił Możdżonek.

                Kiedy wszyscy się rozeszli po pokoju trenera przyszedł Winiarski.

- Mogę zająć Ci chwilę?
- Jasne. O co chodzi?
- Rozmawiałem z chłopakami…

Magda:

- Magda? Boże! Nie wierzę! – usłyszałam, jak ktoś mnie woła. Obróciłam się i zobaczyłam znajomą z czasów, gdy uczyłam się jeszcze w Warszawie. – Magda… Co się z Tobą działo?
- Piotrek, zostawisz nas na sekundę? Zaraz do Ciebie dołączę – zwróciłam się do środkowego.
- Jasne. Będę czekać w tamtej kawiarni – wskazał ręką na pobliski budynek.
- Co się ze mną działo? Wszystko. Wyprowadziłam się z Warszawy, mieszkałam z Zibim.
- I teraz wróciłaś w rodzinne strony. I to nie z byle kim..
- Jestem tu w sprawach rodzinnych. Nie planuję powrotu do Warszawy na stałe.
- Wszyscy spisali Cię na straty. Wiele osób się o Ciebie martwiło.
- Po tym, jak ćpałam? – przytaknęła. – Dzięki pewnym osobom wyszłam na prostą, zaczęłam nowe życie. Słuchaj, nie mam za bardzo czasu. Zgadamy się kiedyś, ok.?
- Pewnie. Trzymaj się i do zobaczenia.
- Pa.

                Szybko dołączyłam do Piotrka i poszliśmy załatwiać wszystkie sprawy związane z pogrzebem Zuzi. W ciągu trzech godzin udało nam się wszystko ogarnąć.

- Piotrek, chcę pojechać jutro z Tobą do Rzeszowa.
- Na pewno?
- Tak. Ty musisz jechać, a ja chcę pojechać razem z Tobą. Po prostu jak tu zostanę, to dostanę szału. Weźmiemy Damianka i odwiedzimy przy okazji Ignaczaków. Piotrek..
- Tak?
- Póki jesteśmy jeszcze w Warszawie, chciałabym gdzieś pojechać.
- Jasne. Zadzwonię tylko do mamy, że trochę później wrócimy.

                Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy pod właściwy adres. Przez jakieś 10 minut nie wychodziłam z auta. Wzięłam kilka głębszych wdechów i otworzyłam drzwi.

- Na pewno chcesz iść sama?
- Chyba tak. Ale przyjdź później.
- Ok. Za 15 minut? – przytaknęłam.

                Otworzyłam bramkę i weszłam na podwórko. Usłyszałam głosy dochodzące zza budynku. Od razu udałam się w tamtą stronę. Zobaczyłam wujka Bartka z rodziną i od razu do oczu napłynęły mi łzy. Wujek był tak podobny do taty…
                Przywitałam się z nimi i podeszłam do mamy. Mimo początkowych obiekcji nie zastanawiałam się długo i też ją przytuliłam.

- Przepraszam – wyszeptałam ze łzami w oczach.
- To ja przepraszam. Zniszczyłam Ci życie, a Ty po prostu potrzebowałaś matki, którą nie potrafiłam dla Ciebie być.
- Mamo… To ja przepraszam. Za wszystko co powiedziałam… Za to, że nie chciałam Cię słuchać, kiedy mówiłaś o Marysi… Teraz wiem, co przeżywałaś.
- O czym mówisz, dziecko? – zapytał wujek.
- Ja… Przez ten czas… Po śmierci taty tak wiele się wydarzyło… Wzięłam ślub, urodziłam dwójkę dzieci. Damianek ma miesiąc… Zuzia… Ona… Miała chore serduszko. Zmarła wczoraj wieczorem.

                Mama natychmiast mnie przytuliła. Doskonale mnie rozumiała. Mimo wielu lat nieporozumień, sprzeczek, ucieczek z domu, była jedyną osobą, która mogła mnie zrozumieć.
                Chwilę później usłyszałam ciche dzień dobry wypowiedziane z ust Piotrka. Przedstawiłam go oficjalnie jako mojego męża po czym usiedliśmy wspólnie przy kawie. Po blisko godzinie musieliśmy wracać. Zbliżała się pora karmienia Damianka. Obiecałam, że będę częściej odwiedzać mamę. Chciałabym nadrobić ten stracony czas.
                Wieczorem spakowaliśmy najpotrzebniejsze rzeczy i z samego rana wyjechaliśmy do Rzeszowa. Jechaliśmy na dwa samochody, bo Piotrek pożyczył samochód Igły, a potem musimy czymś wrócić do Warszawy na pogrzeb.
                Po kilku godzinach jazdy byliśmy już na miejscu. Przywitaliśmy się z Ignaczakami. Rozpakowałam rzeczy i pojechaliśmy na Podpromie, gdzie za pół godziny miał zacząć się mecz z Argentyną.

Podpromie, korytarz:

- Co się dzieje? – Conte zaczepił Zatorskiego, gdy ten wychodził z szatni.
- A co ma się dziać?
- No to – Argentyńczyk wskazał na czarną opaskę na ramieniu Libero.

                Gdy Paweł wytłumaczył o co chodzi, Conte od razu wrócił do szatni.

- Tylko Facu! Jakby dziennikarze o coś pytali, to nie mówcie, o co chodzi.
- Nie ma problemu.

Magda:

Weszliśmy na halę usiedliśmy na trybunach. Damiankowi bardzo spodobały się słuchawki, które tłumiły dźwięk, bo kiedy chciałam je zdjąć, by poprawić mu czapeczkę, to buntował się i krzyczał.
Zaczął się mecz. Ostatni w tym Memoriale. Odegrano hymny obu krajów i na zagrywce stanął Uriarte. Piłka trafiła wprost na dłonie Zatiego. Rozegranie Fabiana i krótka przesunięta Wrony zaskutkowały pierwszym punktem dla Biało-Czerwonych.
Po wygranej 3 – 2 z Argentyną nadszedł czas na wręczenie medali. Na trzecim miejscu podium stanęli Holendrzy, na drugim Argentyńczycy, a na pierwszym Nasza drużyna.
                Po wręczeniu nagród indywidualnych nadszedł czas na wręczenie medali. Kiedy krążki zawisły na szyjach siatkarzy Winiar wziął od Marka Magiery mikrofon.

- Zanim odśpiewamy hymn, chciałbym prosić Was o jedną rzecz. W piątek pewna mała osóbka, która była nam bardzo bliska powiększyła grono aniołków. Dlatego mam do Was prośbę, uczcijcie razem z nami jej pamięć chwilą ciszy.

                Zaczęłam płakać. Iwona siedząca obok mnie wzięła Damianka na ręce, a Krzysiek mnie przytulił. Na hali zrobiło się tak cicho, że można było usłyszeć szepty z drugiego końca. Dopiero teraz zauważyłam, że zawodnicy naszej drużyny i drużyny Argentyny mieli na ramionach czarne opaski.

- Dziękuję – powiedział i oddał mikrofon w ręce Marka.

                Po chwili poleciały pierwsze takty Mazurka Dąbrowskiego, a całe Podpromie odpłynęło. Po jakichś pięciu minutach, kiedy atmosfera zaczęła się trochę uspokajać, zaczęły się wywiady. Widziałam, jak Swędrowski zaczepia Piotrka.

Piotrek:

- Muszę zadać to pytanie. Cały sztab i drużyna milczy, a kibice i dziennikarze zastanawiają się co było powodem Twojej absencji na dwóch ostatnich meczach? Czyżby dopadła Cię kontuzja?
- Nie. Z moim zdrowiem wszystko w porządku. Proszę się nie martwić. Po prostu problemu rodzinne wykluczyły mnie z gry.
- Jak oceniasz grę swoich kolegów? Trzeba przyznać, że mieli ciężki orzech do zgryzienia. Wczoraj wyczerpujący mecz z Niemcami, dzisiaj z Argentyną.
- Wczorajszego meczu nie widziałem, ale obejrzę go na powtórkach, gdy będziemy analizować grę przeciwnika. Podczas dzisiejszego meczu na trybunach było chyba więcej emocji niż na boisku.
- Gratulacje i dziękuję za rozmowę.
- Dziękuję. 

_______________________________________________________
Cześć! 
Jestem. Dawno nie było mnie tu z rozdziałem. Mam nadzieję, że się podoba, a jak się nie podoba, to trudno. Musiałam zrobić to co zrobiłam, bo mam już plan na dalsze losy opowiadania. Mam nadzieję, że wypalą :)
Dziś rozdział z wielu perspektyw. Mam nadzieję, że się nie pogubicie :)

Pozdrawiam, no_princess ;**

czwartek, 10 kwietnia 2014

Liebster Award

"Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę”. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował"

Zostałam nominowana przez ola11515 i przez Panna A.

Pytania od ola11515:
1.       Ulubiony klub siatkarski
Odp. Skra, Jastrzębski i Resovia
2.       Trenujesz coś?
Odp. Niestety nie. Nie mam tego czegoś J
3.       Byłaś na meczu siatkarskim?
Odp. Tak. Na wszystkich meczach Pucharu Polski w Zielonej Górze
4.       Jak myślisz? Kogo trener powoła do kadry?
Odp. Nie chcę bawić się w typera, ale wiem, że trener zrobi wszystko, by drużyna była jak najsilniejsza.
5.       Czy Mariusz Wlazły wróci do kadry?
Odp. Nie do mnie takie pytania J Czekamy na wtorek
6.       Wybierasz się na jakiś mecz?
Odp. Tak. Mecz otwarcia MŚ na Narodowym J
7.       Ulubiony siatkarz
Odp. Łukasz Żygadło i Krzysiek Ignaczak
8.       Ulubiona siatkarka
Odp. Nie oglądam żeńskiej siatkówki
9.       Komu kibicujesz?
Odp. Dość niesprecyzowane pytanie
10.   Ulubiony film
Odp. 8 Mile
11.   W jakim mieście siatkarskim chciałabyś mieszkać?
Odp. W każdym po trochu J

Pytania od Panna A:

1.       Jak zaczęła się Twoja przygoda z siatkówką?
Odp. Kiedyś oglądałam  tatą mecz MŚ lub ME (już nie pamiętam) i jakoś tak mnie wciągnęło)
2.       Co skłoniło cię do napisania opowiadania?
Odp. „a czemu by nie spróbować” J
3.       Ulubiony zawodnik?
Odp. Łukasz Żygadło i Krzysiek Ignaczak
4.       Ulubiony klub
Odp. Skra, Jastrzębski i Resovia
5.       Wybierasz się na jakiś mecz siatkówki w tym roku?
Odp. Tak. Mecz otwarcia MŚ na Narodowym J i może kilka meczów Plusligi.
6.       Wybierasz się w sierpniu na premierę filmu "Drużyna"?
Odp. Obowiązkowo!
7.       Dlaczego bohaterem twojego opowiadania jest akurat ten siatkarz, a nie inny?
Odp. Tak jakoś wyszło J
8.       Twoje motto?
Odp. „Nigdy nie przegrywasz gdy walczysz ... przegrywasz, gdy przestajesz walczyć”
9.       Masz inne zainteresowania?
Odp.  Motocykle, samochody, filmy, książki, muzyka.. Uzbierałoby się trochę tego :D
10.   Planujesz przyszłość z siatkówką?
Odp. Chciałabym zostać komentatorem siatkarskim
11.   Grasz w jakimś klubie siatkarskim?
Odp. Aż takiego talentu to na nie mam. Gram tylko rekreacyjnie J


Moje pytania:

1.       Lądujesz na bezludnej wyspie. Przy sobie masz tylko walizkę. Co w niej jest?
2.       Książka, która najbardziej utkwiła Ci w pamięci to…
3.       Rzecz, której boisz się najbardziej to…
4.       Jako dziecko marzyło Ci się zostać…
5.       Interesujesz się też innymi sportami niż siatkówka? Jeśli tak, to jakimi? Jakim klubom kibicujesz?
6.       Kolacja z Harrym Potterem, czy impreza z Son Goku?
7.       Słodki, czy gorzki?
8.       Czarny, czy biały?
9.       Ile masz lat?
10.   Ulubiony klub siatkarski to..
11.   Jak oceniasz mojego bloga?

Nominuję: 

http://nicwspolnego.blogspot.com/

  Nominuję tylko tyle blogów, bo chyba nie ma sensu nominować kogoś,kto wchodzi na bloggera raz na trzy lata :D

Pozdrawiam, no_princess :**

sobota, 22 marca 2014

49. Happy but unhappy...



Piotrek

                Wybiegłem z pokoju kończąc połączenie. Kiedy znalazłem pokój Antigi niecierpliwie zapukałem w drzwi. Kiedy usłyszałem odpowiedź wszedłem do środka.

- Trenerze, ja potrzebuję dzisiaj wolnego – powiedziałem prosto z mostu.
- Ale mamy jeszcze później trening.
- Cholera, Antiga! Syn mi się rodzi w Warszawie!
- Trzeba było tak od razu. Jedź! Tylko wróć w jednym kawałku.
- Dzięki!

                Biegiem wróciłem do pokoju. Przebrałem się w prywatne ciuchy, wziąłem dokumenty i klucze od samochodu i szybko udałem się do auta. Po blisko dwóch godzinach jazdy, podczas której złamałem chyba wszelkie możliwe przepisy, wpadłem do szpitala jak poparzony. Gdy tylko udało mi się dowiedzieć gdzie jest Magda, pobiegłem w wyznaczonym kierunku. Kilka godzin później trzymałem na rękach mojego syna.

Magda

- Dziękuję Ci – usłyszałam z ust Piotrka.
-Przyjechałeś…
- Nie mogłem nie przyjechać. Mamy syna – odpowiedział z ogromnym bananem na twarzy.

                Wieczorem Piotrek musiał wracać do Spały. Zuzia bardzo się ucieszyła, gdy jej tata ją odwiedził.
                Trzy dni później wróciłam z Damiankiem do domu w Żyrardowie. Stan Zuzi znacznie się poprawił, co nie oznaczało, że wyjdzie ze szpitala. Cały czas byłam w kontakcie z Piotrkiem, który bardzo się martwił.
                Odwiedzałam Zuzię, kiedy tylko mogłam, jednak z tak małym dzieckiem, jakim jest nasz synek było ciężko.
                Wychodziłam właśnie z domu, kiedy zadzwonił do mnie Zbyszek.

- Cześć siostra!
- Cześć. Co u Ciebie?
- W sumie to nic ciekawego. Dzwonię, bo mam sprawę. Wiem, że lepiej, gdybyśmy pogadali osobiście, nie przez telefon, ale wiesz najlepiej jak jest.
- Zbyś, do rzeczy, bo jadę do szpitala.
- Bardzo długo rozmawiałem z Natalką. Oboje doszliśmy do wniosku, że przełożymy ślub.
- Zbyszek…
- Nie ma Zbyszek. Zdrowie Zuzy jest ważniejsze, niż nasz ślub. Razem z Natalią chcemy, żebyście byli całą czwórką na naszym ślubie.
- Zibi, to nie jest takie proste… Zuza może z tego nie wyjść. Lekarze nie dają jej dużych szans. Jeśli dawca się nie znajdzie…
- Nawet tak nie myśl. Zabraniam Ci. Moja siostrzenica wyzdrowieje i nawet się nie waż myśleć inaczej.
- Muszę być przygotowana na wszystko. Taka jest prawda Zbyszek. Z Zuzą jest coraz gorzej. Jest czasami jakaś poprawa, ale zaraz znów wszystko się pieprzy. Ja już nie daję sobie razy z tym wszystkim.
- Jesteś silna. Dasz radę.

                Po piętnastu minutach rozmowy wreszcie wsiadłam w samochód i pojechałam do Zuzi. Gdy tylko weszłam do szpitala zobaczyłam ogromne zamieszanie. Zauważyłam bardzo zmartwionego tatę, który nerwowo biegł w stronę swojego gabinetu. Przyspieszyłam kroku i zamarłam. W sali Zuzi było mnóstwo lekarzy, wszystkie urządzenia robiły niesamowitego hałasu. Kiedy chciałam wejść do środka, jakaś pielęgniarka skutecznie mi to utrudniała.
                Po kilkunastu minutach, które wydawały się być wiecznością mogłam wejść do Zuzi. Spała. Była podłączona do wszystkich możliwych urządzeń. Ujęłam jej malutką rączę i się rozpłakałam. Nie mogłam jej stracić.
                Po południu przyjechała mama z Damiankiem. Zbliżała się pora karmienia, a nie chciałam zostawiać Zuzi samej. Nie teraz. Nie po tym, jak prawie ją straciłam. Gdy tylko nakarmiłam Damiana, zadzwonił mój telefon. Wyszłam na chwilę z sali i odebrałam.

- Cześć Łukasz.
- Cześć mała, nie przeszkadzam?
- Nie. Nie przeszkadzasz. Co u Ciebie?
- W porządku. Jesteśmy w Polsce i chcieliśmy Was odwiedzić.
- Jestem w Warszawie. Tata postarał się, żeby Zuzię tu przenieść. Ale jeśli to nie problem dla Was, to możecie wpaść. Zuzia się ucieszy, jak zobaczy kochanego wujka.
- Pewnie, że to nie problem. Będziemy jutro koło południa. Co Ty na to?
- Jasne. Będę czekać. A jak tam się Wam układa?
- Kacper strasznie polubił Martę. A ja jestem szczęśliwy. Dobre jest to, że Marta nie próbuje zastąpić chłopakom, szczególnie Kacperkowi matki. Zdaje sobie sprawę z tego, że Aga była jest i będzie zawsze kimś ważnym dla naszej całej trójki i to akceptuje.
- I Ty teraz tak przy niej o tym ze mną rozmawiasz?
- Nie. Marta jest w łazience. Chyba się kąpie.
- No i wszystko jasne. Kurcze. Czemu tak późno przyjeżdżacie. Chciałabym ją poznać dużo wcześniej.
- No niestety. Takie dziewczyny to tylko we Włoszech.
- Może i tak, ale Marta jest Polką. A wiadomo, że Polskie dziewczyny są najpiękniejsze.
- Oczywiście.

                Po chwili rozmowy pożegnałam się z Łukaszem i wróciłam do Zuzi. Chwilę później usłyszała za sobą jakąś osobę.

- Jezu… Nie wierzę. Paweł, co tu robisz? – podeszłam do niego i go przytuliłam.
- Jak to co? Przecież nie mogłem Cię nie odwiedzić  - uśmiechnął się Guma. – Ale żeby dowiadywać się od osób trzecich, że coś jest nie tak. Magda, Magda… Co z Ciebie wyrosło. Oprócz tego, że piękna kobieta.
- Przestań – lekko się zaczerwieniłam. – Nie chciałam nikogo martwić. Piotrek i tak ma już limit wolnego na zgrupowaniu wyczerpany.
- Antiga na pewno to rozumie Magda… I pomyśleć, że kiedyś byłaś taka pyskata, taka niedobra. Co czas robi z ludźmi.
- Co Ziomek robi z ludźmi…
- Też – zaśmiał się Paweł.

                Posiedzieliśmy u Zuzi do 16.00. Kiedy tylko przebrałam i nakarmiłam Damianka poszliśmy we trójkę na spacer. Tak dawno nie widziałam Gumy… Mieliśmy tyle tematów do rozmowy, że nawet nie spostrzegliśmy się, że minęły trzy godziny. Gdy dotarliśmy z powrotem do domu pożegnałam się z Zagumnym, po czym pojechał do swojego domu.
                Kolejna nieprzespana noc. Damianek budził się co chwilę, nie dając mi przespać choćby całej godziny. Kiedy włożyłam go po raz kolejny do łóżeczka poszłam do kuchni napić się soku.

- Jeszcze nie śpisz dziecko? – zapytał troskliwie tata, który właśnie wrócił z dyżuru.
- Damian nie daje mi spać. Co chwilę się budzi. Właśnie go położyłam i przyszłam się napić.
- To szybko wracaj do łóżka i idź spać.
- Idę, idę. Dobranoc tato.
- Dobranoc.

Piotrek:

                Memoriał. Właśnie siedzimy na Podpromiu rozgrzewając się przed meczem z Holandią. Codziennie rozmawiam z Magdą. Mimo, że mi tego nie mówi wiem, że z Zuzią nie jest najlepiej. Nie wszystko da się ukryć, a już na pewno nie ton jej głosu, który łamał się przy co drugim zdaniu. Jednak nie mogłem teraz o tym tyle myśleć. Jestem kapitanem. Muszę poprowadzić drużynę do zwycięstwa.

- Piotrek! Żyj! – szturchnął mnie Winiarski.
- Co?
- Od pięciu minut do Ciebie mówię, a Ty jak zaczarowany. Co się dzieje?
- Wszystko ok – zapewniłem Michała, po czym wróciliśmy do stretchingu.

                Po odegraniu hymnów Marek Magiera wyczytał podstawowe szóstki i gdy tylko zabrzmiał pierwszy gwizdek na zagrywce stanął Kooy. Po obiciu bloku Holendrów udało się nam zdobyć pierwszy punkt.
                W tym secie niestety musieliśmy uznać wyższość holenderskiej reprezentacji. Jednak już drugiego seta tak łatwo nie oddaliśmy. Było ciężko, bo ostatnimi laty Holandia bardzo się wzmocniła, lecz to my wygraliśmy 35:33. Kolejne dwa sety także należały do nas. Mimo dobrej zagrywki pomarańczowych nie odrzuciło nas od siatki na tyle, żebyśmy mieli przegrać. Z resztą, nie mogłem tego przegrać. Musiałem to wygrać dla Zuzi.

- Piotrek. Wygraliście ten trudny mecz. Spodziewaliście się, że będziecie musieli poświęcić aż tyle wysiłku na Holendrów? – zapytał Wanio stając przede mną z mikrofonem.
- No wygraliśmy. Czy się spodziewaliśmy…? Nigdy nie należy ignorować przeciwnika. Po dzisiejszym meczu doskonale widać, że holenderska siatkówka odbudowała się, bo były momenty, kiedy Holendrzy mieli kryzys. Ale teraz możemy spokojnie powiedzieć, że Holandia powoli staje na nogi.
- Ale nie miałeś przez chwilę wrażenia, mówię tu o trzecim secie, kiedy ta gra wymknęła się wam chyba trochę spod kontroli, że możecie nie dać sobie rady? Nie ukrywam, obserwowałem Cię trochę z boku i nie miałeś zbyt wesołej miny.
- Bo ja nigdy nie mam zbyt wesołej miny podczas meczu. Taki poker face– uśmiechnąłem się. – A tak na poważnie, to fakt. Miałem jakieś obawy, że będzie tie-break. Bo był u nas mały przestój, ale podczas przerwy odzyskaliśmy rozum i walczyliśmy.
- I wywalczyliście zwycięstwo. Dziękuję Ci Piotrku za rozmowę i życzę miłego wieczoru.
- Dzięki.

                Po krótkim wywiadzie i kilku zdjęciach poszedłem do szatni. Wziąłem szybki prysznic, ubrałem się i poszedłem do autobusu. Po blisko godzinie siedzieliśmy już w swoich pokojach i czekaliśmy na wolne miejsca u Łysego terrorysty.
                Już miałem wychodzić z pokoju, gdy zadzwonił mój telefon. Po spojrzeniu na wyświetlacz od razu odebrałem. Ucieszyłem się, kiedy zadzwoniła, bo nie rozmawialiśmy dzisiaj od śniadania, jednak gdy usłyszałem jedno zdanie z jej ust, wszystko nagle straciło sens. Dosłownie wszystko…

_________________________________________________________________
Nie mam żadnego usprawiedliwienia! Nie było mnie tu miesiąc (nie licząc tych zdjęć) :) Fakt, że drugi semestr jest zawalony zajęciami nie zwalnia mnie z obowiązku napisania choćby zdania dziennie :( Przepraszam, mam nadzieję, że zostanie mi to wybaczone :)
Dziś krótko, bo jest już późno. Mam nadzieję, że jeszcze tu jesteście i nie skreśliłyście mnnie całkowicie :)

Pozdrawiam, no_princess :*

PS. Zapraszam także na mojego drugiego bloga Love Letters Of Great Man, gdzie świat siatkówki miesza się ze światem Bastille :D
PS2. Nie wiem, czemu niektórzy nie lubią Pana Wanio.. Gość jest zajebisty, nie tylko przed kamerą, ale i prywatnie :D